Karolina Jakoniuk

Przedstawiciel Thermomix Gliwice

Ciastolina Thermomix TM7
28 lipca 2026

Obejrzałam-najrzetelniejszy-test-Thermomix-tm7-u-Wojka-Oto-druga-strona-medalu

Podobne artykuły:

arrow left
arrow right

Pewnie widziałaś ten materiał albo ktoś Ci go podesłał: Wojek z kolegą ( Książulo) pożyczyli Thermomix TM7, przez godzinę robili deser truskawkowy, bułki wrocławskie, kurczaka po koreańsku i zupę ogórkową, a na koniec myli sprzęt i testowali rumienienie. Werdykt? W skrócie: za drogi (7100 zł), do tego płatna subskrypcja, „to wcale nie jest bezobsługowe gotowanie", a na końcu padło zdanie, że lepiej kupić dobry blender albo robot planetarny.

Obejrzałam ten test do samego końca. I...

Rozumiem sporą część tych zarzutów - naprawdę.

Ale jako osoba, która używa Thermomixa na co dzień i pokazuje go dziesiątkom rodzin, chcę pokazać Ci drugą stronę. Zwłaszcza że (i to jest w tym filmie najciekawsze) sami chłopaki, mimo sceptycyzmu, przyznali, że 3 z 4 dań wyszły rewelacyjnie. Po ludzku, punkt po punkcie.

Od razu zaznaczę: lubię takie testy, są super i robią świetną robotę.

To nie jest wpis „przeciwko" Wojkowi. To wpis o tym, co warto wiedzieć, zanim na podstawie jednego filmu przekreślisz sprzęt na kolejne 10 lat.

 

Zacznijmy od tego, co sami przyznali (a łatwo to przegapić)

W ferworze narzekania na cenę łatwo przeoczyć, ile dobrego padło w tym filmie o samym urządzeniu. A padło sporo z ust osób, które podchodziły do sprzętu dość sceptycznie:

  • Bułki wrocławskie - zachwyt, „normalna, zajebista bułka", ciasto wyrobione idealnie, sami stwierdzili,
  • że zrobiliby je znowu.
  • Kurczak po koreańsku - „danie numer jeden", sos „smakuje jak z knajpy", a mówili to zaskoczeni, że bez glutaminianu ma tyle smaku.
  • Deser truskawkowy - „nie jest to złe", pianka ubita równiutko „jak maszyna do lodów".
  • Robienie sosów - nazwali to wprost game changerem, bo miksuje i podgrzewa jednocześnie, więc sos redukuje się sam, bez stania i mieszania.
  • I najważniejsze zdanie całego filmu: że nazwanie tego „tylko mikserem z wagą" byłoby dla Thermomixa krzywdzące - bo ma parowanie, wolne gotowanie, fermentowanie, rumienienie, tryb ryżowaru i mnóstwo innych funkcji.

To nie są moje słowa marketingowca. To wnioski dwóch panów, którzy przyszli sprzęt zjechać, a wyszli z trzema udanymi daniami. Zapamiętaj to, czytając resztę.

 

Zarzut 1: „Thermomix kosztuje 7000 zł - to gruba przesada"

Cena robi wrażenie, nie ma co ukrywać. Tyle że w teście padła głównie sama liczba. Thermomix to nie jest „blender, który gotuje" - to jedno urządzenie, które zastępuje kilkanaście innych: gotuje, waży z dokładnością do grama, miksuje, sieka, ubija, smaży, gotuje na parze, wyrabia ciasto, robi sosy i prowadzi Cię przez przepis krok po kroku. Nawet w tym filmie zrobił bułki, pianę, sos i zupę - jednym garnkiem.

Policzmy to na spokojnie. Jeśli rozłożysz zakup na lata realnego używania, wychodzi kilka złotych dziennie, czyli mniej niż jedna kawa na mieście. A dla wielu rodzin sprzęt „zwraca się" szybciej, niż myślą, bo znika kupowanie gotowców, jedzenie na mieście i marnowanie jedzenia. U mnie zakup rozkładasz na raty 0% (RRSO 0%), więc te „7000 zł naraz" to nie jest jedyna droga.

 

Zarzut 2: „A do tego jeszcze płatna subskrypcja Cookidoo"

Słuszna uwaga i dobrze, że padła, bo warto wiedzieć, za co się płaci. Ale dwie rzeczy, które w filmie się nie wybrzmiały:

Po pierwsze, bez żadnej subskrypcji masz komplet przepisów na start i pełny tryb manualny, czyli urządzenie robi wszystko, co pokazali w teście (ciasto, piana, sos, zupa), a Ty możesz też wklepać własny przepis z bloga czy z TikToka. Subskrypcja to dostęp do tysięcy prowadzonych krok-po-kroku przepisów i planowania posiłków - to jest wygoda, a nie warunek działania.

Po drugie, kilkanaście złotych miesięcznie to mniej niż jeden obiad na mieście. Dla rodziny, która dzięki temu realnie gotuje w domu zamiast zamawiać, to się zwraca w pierwszym tygodniu. Na prezentacji pokażę Ci dokładnie, co dostajesz za darmo, a co w abonamencie - żebyś zdecydowała świadomie, a nie na podstawie „chyba trzeba dopłacać".

 

Zarzut 3: „To wcale nie jest bezobsługowe — trzeba stać, zgarniać ze ścianek, dosypywać"

To akurat najciekawszy zarzut, bo wynika z nieporozumienia, czym Thermomix ma być. On nie jest robotem, do którego wrzucasz składniki, wychodzisz z domu i wracasz na gotowy obiad. Nigdy tak siebie nie reklamował, a chłopaki sami do tego doszli w połowie filmu.

On robi coś innego: odciąża Cię tam, gdzie gotowanie jest nudne i pracochłonne — pilnuje temperatury, miesza, żeby nic się nie przypaliło, odmierza czas, prowadzi Cię przez przepis. Tak, w niektórych krokach poprosi Cię o zgarnięcie ze ścianek albo dosypanie składnika. Ale to właśnie dlatego danie wychodzi, nawet jeśli nigdy wcześniej nie gotowałaś. Dla kogoś, kto świetnie gotuje „na oko" - jak dwaj foodie z testu - to może wyglądać na przeszkadzanie. Dla zapracowanej mamy, która chce, żeby bułki i kurczak po prostu się udały (a udały się!), to jest cała magia.

 

Zarzut 4: „Jest tak restrykcyjny, że nie przejdzie dalej, jak dasz 4 g za dużo"

W filmie to śmieszyło, ale odwróćmy perspektywę: to nie wada, to właśnie mechanizm, który sprawia, że przepis się udaje. Ta „upierdliwa" waga pilnuje proporcji za Ciebie - dlatego ciasto na bułki wyrobiło się idealnie i pianka wyszła równa.

Osoba, która gotuje zawodowo, poprawi „na oko" i faktycznie ta dokładność ją uwiera. Ale większość moich klientek jest w innym punkcie - chcą pewności, że wyjdzie, bez zgadywania w internecie „czy dosypać, czy jednak nie". Dla nich ta precyzja to nie kaganiec, tylko poręcz.

 

Zarzut 5: „I tak nie jest samowystarczalny - potrzebujesz patelni i piekarnika"

Prawda! Bułki poszły do piekarnika, a kurczak smażył się na patelni. Thermomix nie piecze i nie zastąpi Ci pieca. Ale to nie jest zarzut, to po prostu granica kategorii sprzętu. On zdejmuje z Ciebie najbardziej żmudną część: wyrobienie ciasta, ubicie piany, zredukowanie sosu, ugotowanie zupy z ważeniem i pilnowaniem temperatury. Reszta i tak zajmuje mniej pracy niż gotowanie „całe" od zera.

 

Zarzut 6: „Lepiej kupić blender za 500 zł albo robot planetarny"

Tu muszę się uśmiechnąć, bo to porównanie dwóch różnych światów. Blender czy planetarny są genialne do jednej - dwóch rzeczy: miksowania, ubijania, wyrabiania. Kropka. One nie gotują, nie podgrzewają w trakcie miksowania, nie ważą składników, nie gotują na parze i nie prowadzą Cię przez przepis. Sam sos, który chłopaki pochwalili jako „game changer", bierze się właśnie stąd, że Thermomix miksuje i grzeje jednocześnie - planetarny tego nie zrobi.

Jeśli Twoje potrzeby to głównie ciasta i bezy - masz rację, planetarny wystarczy i będzie tańszy. Ale jeśli marzysz o tym, żeby jedno urządzenie ugotowało zupę, sos, danie na parze, risotto pilnujące się samo i jeszcze odważyło mąkę - to zestaw „blender plus planetarny plus waga" nie da Ci tego w jednym, ciągłym procesie z prowadzeniem krok po kroku.

 

To czy Thermomix 7 naprawdę się opłaca?

Będę z Tobą szczera, bo na tym mi zależy bardziej niż na sprzedaży za wszelką cenę: Thermomix nie jest dla każdego. I co ciekawe - sam film to potwierdził.

  • Jeśli świetnie gotujesz, lubisz robić to po swojemu, „na oko", masz już blendery i planetarny - jak dwaj panowie z testu - to prawdopodobnie się nie zwróci i sami uczciwie powiedzieli, że by go nie kupili.
  • Ale osoba, od której pożyczyli sprzęt, kupiła go właśnie dlatego, że - jak sami przyznali - „nie za bardzo umie gotować, a lubi, że Thermomix prowadzi ją za rękę". I to jest dokładnie moja klientka. Dla niej odpowiedź jest odwrotna niż werdykt filmu.

Test Wojka pokazał sprzęt oczami dwóch osób, które gotować potrafią i kochają robić to same. Większość rodzin, z którymi pracuję, jest w zupełnie innym punkcie — i dla nich te same bułki, ten sam kurczak i te same sosy to nie ciekawostka, tylko codzienny, powtarzalny obiad bez stresu.

Nie wierz mi na słowo i nie wierz na słowo jednemu filmowi. Sprawdź sama.

Umów bezpłatną prezentację Thermomix® TM7 u siebie w domu. Wspólnie ugotujemy kilka dań, zobaczysz na żywo ten „nieintuicyjny" ekran, sprawdzisz, co działa bez subskrypcji, i sama ocenisz, czy to sprzęt dla Ciebie - bez presji i bez zobowiązań.

Dojeżdżam na Śląsk i okolice (Gliwice, Katowice, Knurów, Zabrze, Żory, Rybnik i dalej), także wieczorem i w weekend. Zakup rozłożysz na raty 0% (RRSO 0%), a po zakupie zostaję z Tobą w kontakcie i pomagam w pierwszych krokach. 👉 Umów prezentację tutaj.

Testy w internecie są super do rozrywki i do tego, żeby zadać sobie dobre pytania. Ale decyzję o sprzęcie na najbliższą dekadę warto podjąć na podstawie własnego doświadczenia, a nie cudzego godzinnego nagrania, nawet takiego rzetelnego. Zaproś mnie, ugotujmy razem obiad i przekonaj się na spokojnie. A jeśli po prezentacji stwierdzisz, że to nie dla Ciebie - powiem Ci to jako pierwsza. 💚

P.S. Masz konkretne pytanie, które padło w tym teście, a ja go nie poruszyłam? Napisz do mnie - chętnie odpowiem szczerze, także jeśli odpowiedź nie jest „na korzyść" Thermomixa.

Wszelkie prawa zastrzeżone @ Karolina Jakoniuk

tiktok thermomigotuje
instagram thermomigotuje
ikona facebook

Przedstawiciel Thermomix

Karolina Jakoniuk

tel. 505 468 942